Odcinek zatytułowany „Chatki z piernika” jest kolejnym odcinkiem cyklu dokumentalnego „Tacy sami”. Seria ta przedstawia prawdziwe historie życia kobiet i mężczyzn z różnych regionów Polski, które wiążą się z jednym z podstawowych problemów współczesnego życia społecznego – równym dostępem kobiet i mężczyzn do rynku pracy. Historie dotyczą wielu sytuacji życiowych, ilustrując bariery wskazywane przez ekspertów zarówno w odniesieniu do rynku pracy, jak i organizacji życia w rodzinie. Mają one wspólne przesłanie: promują przykłady rozwiązań i dobrych praktyk umożliwiających kobietom wykonywanie pracy zawodowej, która nie tylko dostarcza środków utrzymania rodziny, ale jest również satysfakcjonująca i pozwala na łączenie obowiązków zawodowych z rolą matki. Seria została przygotowana w ramach projektu „Kampania na rzecz równego dostępu do rynku pracy”.

Chatki z piernika

Kolejny odcinek serii przenosi nas do Nagawek – małej wsi w województwie Łódzkim, w liczącej niewiele ponad cztery i pół tysiąca mieszkańców gminie Dmosin. Poznajemy historię pani Anny Grabowskiej, która dzięki swojemu zainteresowaniu cukiernictwem i znalezionemu na strychu przepisowi babci sprzed blisko 100 lat, zaczęła tworzyć w domu chatki z piernika. Uznanie, jakie jej produkty zdobywały wśród obdarowywanych osób, a także chęć odejścia od zajmowania się gospodarstwem rolnym i powrotu do zawodu cukiernika, skłoniła ją do starań o założenie własnego biznesu. Dzięki funduszom unijnym mogła zmienić domowe hobby w opłacalne zajęcie.

Z czasem, produkcja wyrobów cukierniczych pani Anny przeszła pod skrzydła utworzonego z koła gospodyń wiejskich w Nagawkach Stowarzyszenia Przyjaciół Ziemi Dmosińskiej, w którego różnorodną działalność zaangażowała się nasza bohaterka.

Pani Anna, po ukończeniu szkoły podjęła pracę w wyuczonym zawodzie cukiernika. Pracowała w nim do urodzenia drugiego dziecka, a potem przez piętnaście lat prowadziła wraz z mężem gospodarstwo rolne. Jak sama podkreśla, wymagało to od niej przekwalifikowania i nauczenia się wielu  rzeczy. Jednak z czasem chęć powrotu do cukiernictwa, na skalę szerszą niż hobbystyczne pieczenie chatek z piernika, była coraz silniejsza.

Nasza bohaterka skorzystała z możliwości rozwinięcia własnego biznesu oferowanych przez fundusze unijne przeznaczone na przekształcanie obszarów wiejskich. Dla pani Anny ocena korzyści z pomocy unijnej jest jednoznacznie pozytywna. Podobnie jak opinia Agnieszki Kozłowskiej-Rajewicz, pełnomocnika rządu ds. równego traktowania w Kancelarii Premiera RP. Jej zdaniem korzystanie z funduszy unijnych nie jest wprawdzie proste i by je uzyskać trzeba włożyć wiele pracy w przygotowanie odpowiedniej dokumentacji, oraz nauczenie się procedur ich dość skomplikowanego formalnie rozliczania. Jednak fundusze stanowią skuteczne narzędzie rozwoju własnej działalności gospodarczej nawet w małej wiosce. Umożliwiają bowiem nie tylko zdobywanie odpowiednich kwalifikacji i środków na inwestycje, ale poprzez udział w szkoleniach i treningach umiejętności, uczą pokonywania własnych obaw i barier wewnętrznych. Ma to szczególne znaczenie dla kobiet, które zamierzają zmienić zawód, czy podjąć własną działalność gospodarczą

Jednak pani Anna nie poprzestaje na rozwoju produkcji wyrobów cukierniczych, przekazanej przez nią pod szyld Stowarzyszenia Przyjaciół Ziemi Dmosińskiej. Angażuje się w działalność tej organizacji, stworzonej po to – jak mówi pani jej prezeska Maria Radzewicz-Nowak – by przetrwała polska tradycja, ale także by stworzyć mieszkańcom wsi miejsce dla realizowania ich pasji. Pasji, które – jak w przypadku chatek z piernika pani Ani – mogą również przynosić dochód.

Stowarzyszenie reaktywowało zespół pieśni i tańca, prowadzony niegdyś przez koło gospodyń. Z zajęć tych korzystają całe rodziny. Prowadzi teatr. Pozyskało środki na odrestaurowanie przekazanych mu do użytkowania zabytkowych budynków. Oprócz dotacji unijnej, dzięki utworzeniu skansenu, stowarzyszenie zdobywa środki różnorodnymi formami działalności gospodarczej (np. produkcja tradycyjnej chłopskiej żywności, w tym także wyrobów cukierniczych). Służy nie tylko przekazowi tradycji, czy pełnieniu ważnych funkcji edukacyjnych (np. zajęcia z garncarstwa, wypieków). Tworzy też miejsca pracy i rozwoju dla młodych osób, zachęcając do pozostania na wsi.

Wobec stałego spadku liczby młodych osób pracujących w rolnictwie, nie można przecenić znaczenia rozwoju sektora pozarolniczego dla przeobrażeń wsi i zahamowania odpływu młodzieży. a zwłaszcza młodych kobiet. Ich migracja do miast prowadzi do rosnącej dysproporcji pomiędzy liczbą kobiet i mężczyzn w młodszych grupach wieku, zwłaszcza tych  ważnych z punktu widzenia zakładania rodziny, co w efekcie utrudnia mężczyznom znalezienie partnerki życiowej.

Warto zaakcentować także, iż w niewielkich społecznościach możliwe są duże i odważne przedsięwzięcia, wzbogacające nie tylko życie poszczególnych jednostek, ale całej wsi. Przekształcenie kółka gospodyń wiejskich w stowarzyszenie, otworzyło kobietom zaangażowanym w ten projekt wiele możliwości działania. Jak zauważa profesor Maria Halamska z Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN, koło gospodyń wiejskich musi zyskać osobowość prawną, aby formalnie zaistnieć i cokolwiek uzyskać. Założenie stowarzyszenia umożliwiło zatem pozyskiwanie funduszy unijnych, dało możliwość otrzymywania darowizn, przystępowania do różnych konkursów. Najprościej mówiąc, dało możliwość prowadzenia działalności przynoszącej wymierne korzyści finansowe i te niemierzalne, których przecenić nie można.

W gminach wiejskich mieszka obecnie 39% Polaków. Jakość życia w tych rejonach, na ogół bardzo niekorzystnie odstaje od standardów miejskich. Warto zatem promować przedsięwzięcia, które ten stan rzeczy zmieniają

Nasza opowieść pokazuje, iż warto umożliwiać kobietom na wsi rozwijanie swoich pasji i czerpanie z nich zysków. Jak mówi pani Anna – wymaga to odwagi do podejmowania nowych wyzwań i uczenia się nowych rzeczy w każdym wieku. Ale taka inwestycja w siebie zawsze się opłaca.

 

Profesor I. E. Kotowska, Szkoła Główna Handlowa

dr Monika Mynarska, Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego